~Jeśli przeczytałaś/eś zostaw komentarz~
Biegłam, ile miałam sił w nogach. Coś mnie goniło. Starałam
się nie uderzyć w żadne drzewo, ani nie potknąć się o korzeń.
Niestety moja noga wplątała się w jakieś rośliny i runęłam na
ziemię. Czułam lodowaty oddech na moim karku. Odwróciłam głowę
tak, że mogłam spojrzeć na prześladowcę. Był to tajemniczy
mężczyzna z pogrzebu. Moją uwagę przykuły znów jego oczy.
Wyglądało to jakby ich nie miał, tak jakby jego oczy były
wydrapane i teraz były tylko puste oczodoły. Moją głowę znów
nawiedził przerażający krzyk. Włoski na moich karku stanęły
dęba, a w dół kręgosłupa rozniósł się nieprzyjemny dreszcz.
Krzyki, jęki, błagania nawiedzały mnie. Bałam się, a nawet byłam
przerażona. Co się ze mną dzieje? Moje zaciśnięte powieki
otworzyły się dopiero, gdy krzyki ustały. Spojrzałam w górę na
mężczyznę. Uśmiechnął się do mnie krzywo, jego oczy
zaświeciły. Wydawało się, że rozpętał się huragan. Wszystko
wokoło mnie wirowała, ale ja i mężczyzna dalej byliśmy
naprzeciwko. Otoczyła nas czerń. Echem odbij się kolejny krzyk,
ale tym razem był on inny. Ten krzyk należał do mojej mamy. Moje
oczy zaczęły szczypać od łez. Starałam się nad nimi zapanować,
lecz nie udało mi się to. Moje policzki były mokre od słonej
substancji, a usta drżały. Jego śmiech niósł się echem razem ze
krzykiem. Najbardziej przerażające w tym było to, że te dwa
dźwięki przyprawiające mnie o zawroty głowy, współgrały ze
sobą. Ciemne cienie zaczęły pełznąć z moją stronę. Wyglądały
jak poszarpane dusze. Nie miały oczu. Usta miały zaszyte, ale
krzyki ich były wyraźne i głośne. Smyrały moją skórę. Dotyk
ich był prawie nierealny, tak jakby moje ramię otulała delikatna
mgiełka. Oczy mężczyzny rozbłysnęły jeszcze bardziej, a wtedy
cienie ruszyły w jego stronę zostawiając mnie sparaliżowaną.
Stworzenia wchodziły w niego jak duchy, a on je pochłaniał
krzycząc i skomląc. Ten widok przerastał mnie. Nie umiałam już
dłużej ustać na nogach, więc upadłam na kolana szlochając.
Mężczyzna podszedł do mnie, wbił swoje palce w moje gardło
wysysając ze mnie życie...
Krzyk rozniósł się po pokoju zagłuszając ciszę. Byłam cała
spocona, moje policzki były mokre, a moje ciało drżało. Szybko
usiadłam na łóżku, rozglądając się na boki. Byłam w pokoju, w
sierocińcu. To tylko sen... powtarzałam w mojej głowie jak
zaklęcie. Po chwili udało mi się unormować oddech i uspokoić.
Spojrzałam w bok. Nie było tam jednak mojego współlokatora.
Rozejrzałam się jeszcze raz po pokoju i wtedy zauważyłam postać
siedzącą w fotelu. Wpatrywał się w okno.
- Dlaczego nie śpisz? - mój głos był ledwie słyszalny.
Zastanawiałam się, czy mi odpowie, czy będzie milczeć. Odwrócił
wzrok od okna i popatrzył na mnie. Jego oczy znów uparcie
wpatrywały się w moje. Spuściłam głowę w dół nie mogąc
wytrzymać jego spojrzenia.
- Nie mogłem zasnąć, a twoje wiercenie i krzyki wcale mi tego nie
ułatwiały.- jego głos był spokojny i obojętny.
- Przepraszam.- odważyłam podnieść na niego wzrok. Dalej
natarczywie wpatrywał się we mnie. Rękawem bluzki wytarłam łzy z
moich policzków. Myślałam, że już się do mnie nie odezwie, ale
myliłam się.
- Śnił ci się koszmar? - przytaknęłam tylko i spuściłam
głowę.
Czułam się jak małe dziecko, które przez swój koszmar nie dawało
spać rodzicom. Moi rodzice zwykle uspokajali mnie, że to tylko
wytwór mojej wyobraźni, a one żyją tylko w naszych głowach.
Potem wszystko się zmieniło. Krzyczeli na mnie jeśli budziłam ich
w nocy. Bili mnie za moje koszmary. Teraz brakuję mi ich. Gdyby żyli
nie musiałabym mieszkać w tym miejscu, ale dalej musiałabym znosić
mojego brata. Może jednak lepiej byłoby gdyby byłam tutaj niż z
rodziną, choć najbardziej na świecie brakowało mi Anabell.
Tęskniłam za nią, ona było moją jedyna nadzieją, podporom,
życiem.
W pokoju zapanowała cisza. Była ona jedną z tym niezręcznych,
przynajmniej dla mnie. Chłopak świdrował mnie oczami, ale jemu
wydawało się to nie stwarzać wysiłku.
- Jak długo już nie śpisz? - spytałam nagle.
- Z jakieś cztery godziny. - spojrzałam na zegarek. Była 03:49 w
nocy.
- Nie jesteś zmęczony? - zadziwił mnie.
- Jestem.
- To dlaczego nie pójdziesz spać?- zmarszczyłam brwi, a on tylko
wzruszył ramionami. Postanowiłam, więc dalej kontynuować. - O
której jest jutro, to znaczy dzisiaj śniadanie?
- Jeśli je dostaniemy to o siódmej.
- Jeśli?
- Przyjeżdżają jacyś lalusie, więc dyra będzie stawać na
głowie i najmniejszy wybryk może pozbawić nas posiłku.
- Tak można? To jest jej główna kara? Zagładzanie nas?!- nie
wytrzymałam i podniosłam lekko głos. Ta baba jest serio
nienormalna.
- Jak będziesz tak wydzierać to na pewno dostaniemy karę. -
zrobiło mi się głupio. - Powinniśmy iść spać. - mówiąc to
wstał z fotela i wszedł do swojego łóżka.
Przykrył się kołdrą do pasa. Po chwili już można było słyszeć
jego miarowy oddech, upewniający, że już zasnął. Mnie
zastanawiała ta rozmowa. Jego głos nie wyrażał żadnych emocji, a
jego ton nie zmieniał. Jakby był robotem lub ktoś mówił za
niego... Tylko kto?
*
W ręce trzymałam talerz, na którym znajdowało się moje
śniadanie. Rozejrzałam się po stołówce poszukując wolnego
miejsca. Zauważyłam wolny stolik przy ścianie, więc bez namysłu
ruszyłam w jego stronę. Położyłam talerz na stole, a ja usiadłam
na krześle. Nikt nie siedział przy tym stole oprócz mnie. Nie
przeszkadzało mi to, wręcz odwrotnie, podobało. Gdy jadłam swoją
kanapkę poczułam się obserwowana. Rozejrzałam się po
pomieszczeniu i zauważyłam grupkę chłopaków przypatrujących się
mi. Pośród nich oczywiście był mój współlokator. Niespokojnie
przełknęłam kęs i spuściłam głowę na swój talerz. Dźwignęłam
ją dopiero, gdy poczułam jak ktoś przy mnie siada.
- Hej. Jestem Jason, a ty Isla, prawda?- obok mnie siedział jeden z
chłopaków, którzy mnie obserwowali.
- Tak. - cicho potwierdziłam.
- Więc masz pokój z Jake'iem? - na początku nie wiedziałam o
kogo chodzi, ale po krótkiej chwili zorientowałam się, że
przecież to mój dziwny współlokator. W odpowiedzi tylko
potaknęłam.
- Wiesz... podobasz mi się. Co powiesz, gdybyśmy się zabawili? -
jego oddech odbijał się od mojej skóry.
Zaczął się do mnie niebezpiecznie zbliżać. Szybko odskoczyłam,
ale on był szybszy. Chwycił mnie za rękę i przyciągnął do
siebie. Wściekłość zaczęła się we mnie zbierać. Moje ciało
mnie nie słuchało, a moje myśli zostały przejęte. Nie wiedziałam
co się dzieję, panikowałam. Przed moim oczami pojawił się
cień... Ten sam co we śnie. Z wydrapanymi oczami, ciałem z czarnej
mgły i lodowatym dotykiem. Zbliżał w moją i chłopaka stronę.
Chciałam uciekać, ale moje nogi mnie nie słuchały. Stworzenie
przejęło nade mną kontrolę. Dotykał mnie, czułam chłód na
każdym skrawku skóry. Pochłaniałam go, on był już we mnie, był
„mną”. Krzyk wyrwał się z moich ust, a oczy mnie kuły.
Chłopak, który jeszcze chwilę temu trzymał mnie przy sobie znikł.
Nie miałam władzy nad sobą, to nie byłam ja, to był DEMON.
Krzyczałam, jęczałam, błagałam. Chciałam się go pozbyć,
chciałam, żeby już go nie było, ale on dalej władał moim
ciałem, myślami, mną... Ostatnią rzeczą, którą zapamiętałam
był Jake. Potrząsał moimi ramionami i mówił coś do mnie, ale ja
nic nie rozumiałam. Jedyna rzecz, która mnie interesowała były
jego oczy. Były czarne z cieniem w lewej tęczówce, tak jakby
mieszkał w jego oczach... demon.
_____________________________________________________________________
Dodaje już dziś, taka mała "niespodzianka". Następny rozdział będzie pod koniec tygodnia lub podczas świąt. Do zobaczenia ♥
Kocham twoje opowiadania <3
OdpowiedzUsuńDreszcze Mnie przeszły! Jak najbardziej na tak! ;)
OdpowiedzUsuń