~Jeśli przeczytałaś/eś zostaw komentarz~
Ciemność rozpełzała się po niebie, pochłaniając blade
promienie światła wystrzelające znad horyzontu. Biegłam cały
czas przed siebie, starając się omijać drzewa. Gałęzie w bolesny
sposób otulały moją twarz, rozcinając mi policzki. Nogi aż
pulsowały od nieustannego biegu, a płuca ledwo umiały zaczerpnąć
powierza. Przed oczami widniał mi obraz z korytarza. Na jego
wspomnienie nowe łzy wydostawały się z oczu, mocząc niewielkie
rany. Nie widziałam gdzie biegnę przez słoną ciecz zasłaniającą
mi widok. Moja noga wplątała się w jakieś zarośla i runęłam na
ziemię. W niektórych miejscach powstały zadrapania. Ostry, śliski
kamień przebił się przez moją skórę na brzuchu zostawiając
otwartą, krwawiącą ranę. Grymas bólu wdarł się na moją twarz,
wykrzywiając ją. Moja koszulka przybrała szkarłatny kolor.
Przycisnęłam rękę do rany i pomału starałam się podnieść. Po
kilku nieudanych próba stanęłam krzywo i kulejąc ruszyłam dalej.
Z każdym kolejnym krokiem bardziej kręciło mi się w głowie,
byłam coraz bardziej zmęczona i trudniej było mi złapać oddech.
Znów opadłam na ziemię. Plecy oparłam o pień drzewa. Oddychałam
ciężko. Spojrzałam w dół na moją rękę. Odsunęłam ją i
dźwignęłam delikatnie koszulkę. Podłużna i głęboka wnęka
ozdabiała mój brzuch. Krew nieustannie z niej kapała. Zasłoniłam
ją szybko nie mogą już dłużej na to patrzeć, nie powstrzymując
odruchu wymiotnego. Głowę oparłam o korę. Po czole i plecach
spływały mi kropelki potu. Przymknęłam oczy starając się
odpocząć.
*
Obudziłam się z szybkim tętnem i sercem bijącym się o płuca.
Rozejrzałam się dookoła. Nie mogłam za dużo dostrzec przez
ciemność panującą wokół mnie. Skrzywiłam się, gdy starałam
się podnieść. Opadłam z powrotem na miejsce, podnosząc koszulka,
która już nadawała się do wyrzucenia. Rana nie przestała
krwawić. Nie miałam sił by się podnieść, więc siedziałam i
nasłuchiwałam. Panowała cisza, nie wliczając w to mojego oddechu.
Na niebie świecił księżyc w pełni, dając nikłe światło.
Korony drzew niespokojnie ruszały się przez delikatny wiatr, który
przyjemnie osuszał moje czoło z potu. Ciszę podarł na strzępy
krzyk. Odruchowo przycisnęłam dłonie do skroni, ale zorientowałam
się, że ten dźwięk nie pochodził z mojej głowy, a z otoczenie.
Usilnie starałam się coś wypatrzeć. Kolejny krzyk był połączony
z warczenie i skowytem. Strach zaczął budować się we mnie.
Zacisnęłam mocno zęby i wstałam o ostatkach sił. Każdy krok
kosztował mnie wiele. Podpierałam się drzew, a źródło dźwięków
było coraz bliżej. Wyjrzałam zza pnia i zamarłam. Oddech uwiązł
mi w płucach, a w gardle powstało nieprzyjemna gula. Przede mną
odgrywała się scena, która odkopała wspomnienia z najdalszej
części podświadomości i brutalnie ukazała mi ją.
~*~
Drwiny wpełzały do moich uszu i skutecznie wbijało pazury do
mojej pamięci, aby utrzymać się tam jak najdłużej. Moja głowa
była nisko spuszczona, a książki przytulałam do klatki
piersiowej, jakby od tego miało zależeć moje życie. Szłam
szybkim krokiem przed korytarz starając się ignorować ludzi wokół
mnie. Moim celem było wyjście z tej przeklętej szkoły. Już
prawie byłam na zewnątrz, gdy ktoś podłożył mi nogę i upadłam,
uderzając ciałem o beton. Róg drzwi przeciął mój policzek. Krew
mieszała się z łzami i spływała po twarzy. Jak najszybciej
wstałam i pobiegłam przed siebie. Znalazłam się w jakiejś starej
części parku. Przechodziłam obok wierzby, gdy ktoś nagle
pociągnął za moje ramię. Zakrztusiłam się powietrzem i już
miałam wydać z siebie dźwięk, gdy zasłonił mi usta dłonią.
-Radzę
ci być cicho.- wyszeptał mi do ucha, a po plecach przeszły mnie
dreszcze.
Bałam
się. Chciałam wołać o pomoc, uwolnić się jakoś. Niestety byłam
zdana na porywacza. Zaciągnął mnie do jakieś szopy i rzucił na
stare siano. Przywiązał wszystkie moje kończyny do drewnianej
kolumny, przytrzymującej dach tej ruiny. Na chwile znikł z mojego
pola widzenia, ale niestety pojawił się z czymś błyszczącym w
ręce. Moje serce biło w takim tempie, że bałam się, czy nie
wyskoczy mi z piersi.
-Zostaw mnie...Proszę...Zostaw.- cicho łkałam.
Podchodził
do mnie powoli i zwinnie. Dwoma palcami dźwignął mój podbródek,
zmuszając mnie był popatrzyła na niego. W jego oczach szalał
czysty obłęd, a twarz była pokryta bliznami. Podniósł nóż i
bez żadnych skrupułów zdarł moją koszulkę. Ostrym narzędziem
nacinał mój bok wolno i boleśnie. Krzyczałam i wiłam się z
bólu. On nie przejmował się tym. Dalej kaleczył moją skórę.
Mój bok, brzuch i obojczyk obficie krwawiły. Obraz zamazywał mi
się tracąc ostrość. Pozostał tylko ból.
~*~
Strach zastąpiła złość i furia. Na mchu leżała kobieta, a nad
nią stał mężczyzna- bił ją. Rzucał w nią kamieniami, patykami
oraz szkłem. Słyszałam jak on krzyczał na nią, wyzywał, a ona
kuliła się przed nim i traciła siły. Nie mogłam tak stać i
patrzeć na to spokojnie. Zrobiłam niepewny krok w ich stronę.
Poczułam lodowaty dotyk na skórze. Zaciągnęłam się powietrzem,
w tym samym czasie powoli obracając się w tył. Zobaczyłam tylko
kawałek czarnego, snującego się cienia. Następnie poczułam lekki
ból ciała, cichy krzyk. Znów traciłam nad sobą kontrolę, ale
ten raz różnił się od tego w stołówce. Tym razem miałam jakąś
małą kontrolę nad ciałem, ale mój umysł należał do mnie. Czy
ON ze mną współpracuje? Ból odszedł, a w zamian przyszedł
chłód. Czułam się silniejsza, odważniejsza i niepokonana.
Chwilowo taka byłam. Podbiegłam do mężczyzny. Mrok kierował
moimi ruchami. Rzuciłam się mu na plecy i szybki oraz mocnym ruchem
skręciłam mu kark.
Przepraszam, że tak późno, że jest krótki, że jest mało dialogów i w ogóle. Ale robi się coraz straszniej.
Akcja powoli się rozkręca. Następny rozdział powinien pojawić
się po niedzieli.
KAŻDY KOMENTARZ TO MOTYWACJA DLA MNIE I SZYBCIEJ DODANY ROZDZIAŁ!
:)
Może i krótki, ale napewno dłuższy od moich. Już pisałam ci to dzisiaj parę razy, ale napiszę jeszcze rqz raz. Jesteś kochana <3
OdpowiedzUsuńWitaj! Może szukasz jedynego, niepowtarzalnego nagłówka dla swojego bloga? Jeśli tak, to serdecznie zapraszam na http://wilcze-naglowki.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńCoraz straszniej... I like it! :)
OdpowiedzUsuńMam pytanie mozesz przeczytac i jak c sie spodoba udostemnic http://tyijanazawsze.blogspot.co.uk/2014/02/prolog.html
OdpowiedzUsuńDopiero znalazłam tego bloga i muszę Ci powiedzieć, że będę czytać dalej.
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
Pisz pisz! :*
OdpowiedzUsuńKiedy następny rozdział????? Błagam dodaj coś szybko ;-) weny:-*
OdpowiedzUsuń