poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 4

~ Jeśli przeczytałaś/ęś zostaw komentarz! ~

Rozdzierający ból przechodził przez moją głowę i ciało. Miałam wrażenie, że pod powiekami mam z tonę piasku i za nic nie potrafiłam ich otworzyć. Moja głowa spoczywała na czymś miękkim, a ciało otulone było jakiś puszystym materiałem. Wokół mnie nie było słychać żadnego dźwięku, oprócz dwóch oddechów. Dwóch? Szybko otworzyłam oczy, ale tak szybko jak je otwarłam, tak szybko je zamknęłam. Promienie słońca raziły mnie niewyobrażalnie, a ból głowy tylko się nasilił. Usłyszałam szurania, a potem ktoś usiadł obok moich stóp. Tym razem udało mi się rozchylić powieki przez mruganie. Leżałam na łóżku w moim pokoju, poprawka- naszym. Mój współlokator siedział na brzegu łóżka wpatrując się we mnie podejrzliwie. Wspomnienia uderzyły we mnie jak rozpędzony pociąg: śniadanie, chłopak, postać z mojego snu, zawładnięcie moim ciałem i umysłem, Jake starający się ze mną porozumieć, jego oczy... Mój wzrok odruchowo powędrował do nich. Teraz miały czysty kolor niebieskiego taki jak zwykle, nawet cienia, który wcześniej był w jego tęczówce nie było.
- Jak się czujesz? - jego głos sprowadził mnie na ziemię.
- Dobrze... To znaczy... Jestem obolała. - plątałam się w słowach, a mój głos był prawie niesłyszalny. On tylko potaknął głową, a potem przekręcił ją w stronę okna i wpatrywał się w dal. Zapadła między nami specyficzna cisza. Przez moją głowę przelatywało tysiące pytań, ale na żadne z nich nie znałam odpowiedzi.
- Jak się tu znalazłam? - postanowiłam pierwsza się odezwać.
- Zemdlałaś. - nie powiedział mi nic więcej, dlatego postanowiłam kontynuować.
- A dlaczego?
- Bo... - znów nastała cisza. Wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał. Po chwili pokręcił z zrezygnowaniem, ale ja nie chciałam dać za wygraną.
- Twoje oczy były... czarne. A teraz są niebieskie.
- Tak po prostu mam. - wiedziałam, że kłamie, ale za nim zdążyłam zaprzeczyć on zadał mi pytanie jakiego nigdy bym się nie spodziewała w tamtej chwili. - Jak masz na nazwisko?
- Nomed. - zmarszczyłam brwi nie rozumiejąc, po co mu akurat teraz ta informacja. On jednak wstał i podszedł do szafy. Wyciągnął z niej szkicownik, po czym usiadł na fotelu. Ołówkiem zaczął coś pisać. Jego ręka znieruchomiała, a on w skupieniu patrzył na coś zapisanego na papierze. Po chwili znów coś kreślił w zadumie. Jego twarz wyrażała dziesiątki emocji, od zdziwienia do przerażenia. Nie wiedziałam co się dzieje. Ołówek wypadł mu z ręki uderzając o podłogę.
- To ty... Ty... - patrzyłam na niego z wyczekiwaniem, ale akurat w tamtej chwili rozległo się pukanie do drzwi. Zza drewnianej powłoki wyjrzała starsza ode mnie dziewczyna.
- Isla Nomed? - spytała obojętnym głosem.
- To ja.
- Pani dyrektor prosi cię do siebie. - jej głowa zniknęła. Powolnym ruchem zdjęłam z siebie koc i wstałam z łóżka. Zrobiłam to za szybko, bo zakręciło mi się w głowie. Chwiejnym krokiem podeszłam do drzwi i wyszłam na korytarz, gdzie czekała już na mnie dziewczyna.
*

Nerwowo przygryzałam wargę czekając na dyrektorkę. Siedziałam w jej gabinecie na beżowym fotelu. Wnętrze było posępne i nudne. Ściany były w kolorze nieprzyjemnej szarości. Podłogę wykładały stare, zdarte panele, a sufit był zgniły i popękany. W centrum znajdowało się średniej wielkości, czarne biurko. Wyglądało na stare i zużyte. Za biurkiem stał fotel podobny do tego, na którym siedziałam, ale był większy. Przy samej ścianie był olbrzymi regał zapełniony książkami, teczkami i kartkami. Na ścianach wisiały jeszcze, w niektórych miejscach jakieś dziwne obrazy. Wodziłam wzrokiem po nich wszystkich zastanawiając się kto je namalował. Niestety nie było mi dane dowiedzieć się, bo Pani Lessen weszła do pomieszczenia. Usiadła naprzeciwko mnie kładąc splecione dłonie na blat biurka.
- Mogę się dowiedzieć, co ty wyprawiasz? - zmroziła mnie wzrokiem. Oddech uwiązł mi w gardle. - Odpowiesz? - nic nie zrobiłam oprócz wpatrywania się w nią. Nic nie rozumiałam. - Co to było za przedstawienie w stołówce?! Ja tu sprowadzam gości, by dostałam pieniądze, a ty...!- wzięła głęboki oddech starając się uspokoić. - Przez ciebie wyszłam na jędze! Zaczęłaś się wydzierać,a potem nagle zemdlałaś tuż przede mną! Ośmieszyłaś cały sierociniec i mnie!!! Nie ujdzie ci to na sucho...
- Ale to nie moja wina. Ja... Ja po prostu... - przerwałam jej, ale nie potrafiłam wymyślić jakiejś dobrej wymówki, bo prawda nie wchodziła w grę.
- Nie obchodzi mnie co ty. Przez cztery dni nie wychodzisz z pokoju na krok. Jedzenia też nie będzie, a jeśli się temu sprzeciwisz skończy się to dla ciebie o wiele gorzej.- nie odezwałam się więcej. - Teraz do swojego pokoju. Wynoś się.- bez słowa wstałam i wyszłam.

*

Szłam powolnym krokiem przez korytarz. Rozglądałam się na wszystkie strony. Nie byłam pewna, czy idę dobrym korytarzem. Ten budynek był ogromny, a ja nie za bardzo zwracałam uwagę na drogę, gdy szłam do gabinetu. Miałam wrażenie, że z każdym krokiem robi się coraz ciemniej, a przecież było południe. Uciekaj stąd...!. Moje myśli już dawały mi rady, ale ja ich nie słuchałam. Szłam dalej przed siebie nie zważając na nic. Usłyszałam jakieś szmery, moje ciało całe odrętwiało. Stałam jak słup, wyostrzając wzrok i słuch. Moje nogi zaczęły stawiać niezdecydowane kroki w stronę hałasu. W mojej głowie zaczął budować się strach, a potem rozchodził się po ciele jako nieprzyjemny dreszcz. W korytarzu było zupełnie ciemno, ale udało mi się zauważyć dwie postacie przy ścianie. Byłam coraz bliżej gdy jedna postać obróciła się w moją stronę. Zbliżała się do mnie zwinnie jak kot. Drugą postać nie wiedziałam, bo zasłaniał ją cień. Słyszałam jak krew szumi mi w uszach, a wszystko działo się jak we śnie. Wbiłam paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni. Bolało, więc nie był to sen. Głowa pulsowała od bólu. Nasilił się jeszcze bardziej, gdy krzyk rozdarł mój umysł na strzępki. Powieki mimowolnie zacisnęły się, a pod nimi szczypały mnie łzy. To był najgłośniejszy i najsilniejszy krzyk. Mój strach wzrastał z każdą chwilą. Rozchyliłam powoli powieki, bojąc się, że znów usłyszę krzyk. Jednak pierwsze co ujrzałam to był tajemniczy mężczyzna. Ten sam, który był na pogrzebie i przed moim domem. Mój wzrok powędrował do jego oczu. Jego tęczówki wyglądały jak czarne otchłanie. Krzyki powróciły zwalając mnie z nóg. Nie potrafiłam już dłużej trzymać łez na wodzy, więc moje policzki były mokre. Ból rozszarpywał moją głowę i umysł. Walczyłam o oddech, starając się choć trochę zaczerpnąć powietrza przez zaciśnięte gardło. Kolejny krzyk był inny. Nie słyszałam go w głowie, lecz poza nią. Resztkami sił podniosłam głowę do góry. Dopiero udało mi się dostrzec drugą postać. To był ten chłopak z stołówki. Ten który mnie napastował, a w tamtym momencie leżał na podłoże podpierając się plecami o ścianę. Jego klatka piersiowa prawie się nie poruszała, a jego ciało trzęsło się. Nagle stwór wypełznął z ciemności w stronę chłopaka. Zawisł nad nim, a on otworzył usta i wydał z ciebie cichy jęk. Stróżka krwi wypływała z jego ust kapiąc na koszulkę. Demon wysysał z niego cała energię, życie. Niszczył go. Krew kapała z jego ust, nosa i uszu. Oczy były przekrwione, a po chwili zaszły mgłą. Jego ciało stało się niesamowicie białe i przejrzyste, a potem sine. Tak jakby wszystko oglądałam w przyspieszonym tempie. Jego skóra rozkładała się, a on starał się zaczerpnąć ostatni oddech. Demon zamachnął się. Nie dotknął go, ale pojawiła się ogromna rana na jego brzuchu. Z rany snuł się czarny dym. Przerażające stworzenie wciągało go przez zszyte usta. Głowa chłopaka bezwładnie opadła w dół.
- Niee!!! - mój szloch niósł się echem po korytarzu. Istota przypełzła do mnie. Cofnęłam się o krok do tyłu. Byłam pewna, że zrobi ze mną to samo, co z chłopakiem. Groźny krzyk tajemniczego mężczyzny zmroził mnie. Demona już nie był obok mnie, ale był teraz pochłaniany przez mężczyznę. Przerażający uśmiech zagościł na jego twarzy. Spojrzałam jeszcze na rozkładające się ciało chłopaka. Kolejny łza toczyła się po moim policzku, a ja ile miałam sił biegłam jak najdalej od tego miejsca. Czym dłużej biegłam tym było jaśniej. Przede mną były potężne drewniane drzwi. Bez zastanowienia otwarłam je i wybiegłam na zewnątrz. Byle tylko jak najdalej od sierocińca.


_____________________________________________________________________________
Witam! 
Miałam dodać jutro, ale nie byłam pewna, czy miałabym czas. Tak, więc jest dzisiaj. Jutro jest wigilia, ale ja jakoś nie cieszę się z tego powodu. Nawet wręcz odwrotnie. Mam przeczucie, że te święta będą okropne, no ale... Następny rozdział będzie w piątek lub sobotę.  
Ale najpierw chce życzyć wszystkim kto czytają te opowiadanie, żeby te święta były wyjątkowe. Życzę wam, aby wasze życzenia się spełniły, żeby na waszych twarzach był zawsze uśmiech i żeby nigdy się poddawali, bo trzeba dążyć do swojego! ♥

6 komentarzy:

  1. Dziękuję i tobie życzę tego samego i jeszcze więcej <3 za chwilę zabiorę się za czytanie twojego prezentu :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział godny podziwu! :>

    OdpowiedzUsuń
  3. Po pierwsze dziękuję za miły komentarz na blogu :) Muszę przyznać, że dziś zabrałam się za czytanie Twojego bloga i każdy kolejny rozdział wychodzi Ci coraz lepiej ;) Budujesz dobre napięcie i grozę w swoim opowiadaniu i widać, że masz ciekawy pomysł. Wyłapałam trochę błędów, głównie powtórzeń, ale i one powinny zniknąć wraz z kolejnymi częściami. Trzymam kciuki i będę miał Twojego bloga na oku.

    Pozdrawiam
    ~Arcanam~ ( autorka http://dziedzicmroku.blogspot.com/ i http://pierwszylowca.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje, że tu zajrzałaś :) Cieszę się, że zainteresował Cię mój blog. Postaram się poprawić błędy i powtórzenia. ;)

      Usuń
  4. Bardzo fajny rozdział. Czekam na nn. Jestem pod wrażeniem. Życzę duuużo weny :). Zapraszam do mnie jeśli masz czas i ochotę http://prosto-z-hogwartu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. http://the-new-me-nowa-ja.blogspot.com

    Budzę się. Patrzę przez okno. Widzę tylko szare niebo. Wstaje i patrzę w lustro. W lustrze widzę osobę. Bardzo podobną do mnie, ale jednak inną. Jane blond włosy które zawsze opadały na ramiona teraz były w ciasnym kucyku na czubku głowy, zazwyczaj uśmiechnięte i bystre, błękitne oczy teraz są niemal szare, zasnute mgłą. Co się ze mną stało? Odpowiedź mogę zawrzeć tylko w jednym słowie. Jednak boję się tak bardzo że nie jestem w stanie nawet o tym myśleć. Myślę : „To już koniec, więcej nie dam rady.”, ale jednak za każdym razem dalej walczę. Ale po co walczę? Przecież i tak nie mam szans…


    Wspaniały blog! Będę tu zaglądać częściej. I zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń