niedziela, 15 grudnia 2013

Rozdział 2

Droga do sierocińca nie była krótka, wręcz przeciwnie. Choć mnie cieszył ten fakt. Czym dalej od mojego (już byłego) domu, tym lepiej. Auto zatrzymało się przed dużym, starym i zniszczonym budynkiem. Prowadziło do niego szeroka dróżka żwirowa. Do wnętrza prowadziły ciężkie, drewniane drzwi. Spojrzałam przez ramię. Mężczyzna właśnie wyciągał moją torbę z samochodu, a po chwili już szedł w moją stronę. Chwycił klamkę i pchnął drewnianą powłokę. Moim oczom ukazał się duży hol i recepcja. Jest jeszcze niewielki, stary stoliczek i kilka foteli. Wszystko wyglądało jakby miało się rozpaść w jednej chwili. Mój „przewodnik” podszedł do recepcji, a ja podążyłam za nim. Przed komputerem siedziała kobieta w podeszłym wieku.
- Który pokój miał być przydzielony Islam Nomed?- kobieta spojrzała na niego zza swoich okularów, a potem na mnie. Jej wzrok stał się lodowaty, czułam jak wypala mi twarz. Jej oczy były szare, ale nagle jakby czarny cień pojawił się w jej prawej tęczówce.
- Nomed...- patrzyła na ekran komputera cicho mrucząc moje nazwisko. - Jest... Pokój 46.
- A czy przypadkiem on nie jest już zamieszkany? - mężczyzna stojący obok mnie zmarszczył brwi. Zamieszkany? Przez kogo? Mam mieć współlokatorkę? przez moją głowę przewijały się pytania.
- Tak, ale przez ostatni miesiąc jest coraz więcej sierot. Brak pokoi.- wykrzywiała swą twarz z obrzydzeniem jakby to była najgorsza rzecz na świecie. Byłam pewna, że nikt za nią nie przepada tak jak ja. Podała mi klucz. Mój towarzysz dźwignął torbę i już mieliśmy iść do pokoju, ale jedno pytanie mnie szczególnie męczyło.
- Z kim dzielę pokój?- mój głos był cichy i sama się zdziwiłam, że należy do mnie.
Kobieta spojrzała na swój komputer.
- Jake Black.- to były jedyne słowa, które powiedziała. Nie miałam czasu spytać się o nic więcej, bo niestety mężczyzna postanowił iść dalej. Szliśmy ciemnym korytarzem otaczała nas dziwna cisza. Było popołudnie, a z tego co mówiła ta kobieta to sierociniec powinien być pełny, ale nikt nie chodził po korytarzu, nikogo nie było słychać. Cisza świdrowała mi w uszach. Nagle mężczyzna przede mną zatrzymał się, a ja o mało na niego nie wpadłam.
- Jesteśmy na miejscu. -oznajmił. Cicho zapukał do drzwi, ale nikt się nie odezwał, więc otworzył je.
W środku było obskurnie, ale nie tak bardzo jak to sobie wyobrażałam. Ściany były beżowe, a w niektórych miejscach były zacieki i brudne plamy. Na środku były dwa łóżka połączone ze sobą, po ich bokach były szafki nocne z lampkami. Po prawej stronie była duża, stara, drewniana szafa. Naprzeciwko było okno, a zaraz obok stał mały regał z kilkoma książkami i jeden fotel. Podłogę pokrywał czarny , już wypłowiały dywan. Z sufitu zwisała goła żarówka. Były jeszcze jedne drzwi, które pewnie prowadziły do łazienki. W niektórych miejscach były porozrzucane ubrania i inne rzeczy, zapewne należące do mojego współlokatora.
Mężczyzna położył moją torbę obok szafy.
- Oto i twój pokój. Jestem pewien, że twój współlokator wytłumaczy ci zasady tutaj panujące. Za pół godziny jest podwieczorek i zebranie, na którym Pani Lessen przedstawi cię wszystkim. Gdybyś miała jakiś problem lub pytanie to możesz pójść po Pana Vincla albo Pani Gebs. Oni na pewno ci pomogą. To chyba wszystko... Masz jakieś pytania?- przerwał swój monolog patrząc na mnie.
- Ummm... Mógłby pan powiedzieć mi gdzie odbędzie się ten podwieczorek i zebranie?- spytałam niepewnie.
- Na pierwszym piętrze, w stołówce. Musisz wrócić do recepcji, następnie pójść schodami do góry. Gdy znajdziesz się już na górze, zobaczysz podwójne drzwi. Są opisane, więc raczej je znajdziesz.- przytaknęłam tylko głową, dając tym znak, że zrozumiałam.
- Ja już pójdę. A i tam jest łazienka jakbyś chciała się odświeżyć.- wskazał na drzwi po mojej prawej.
-Dobrze, dziękuję. - odpowiedziałam cicho. Skinął głową i wyszedł.
Podeszłam do okna. Jedynym pocieszeniem był piękny widok z okna, na niewielkie jezioro. Woda w nim miała dziwny, ale cudowny niebieski kolor. Jezioro otaczał las, a drzewa odbijały się od jego tafli. Niedaleko stała drewniana, stara budka. Wyglądała jakby najmniejszy wiaterek miał ją zrównać z ziemią.

*

Stałam ze spuszczona głową na środku stołówki. Obok mnie stała kobieta w średnim wieku. Była ona dyrektorką całego tego sierocińca. Z charakteru była oziębła, nieprzyjacielska i... straszna. Bałam się jej. Wydzierała się całym swoim gardłem, starając się uspokoić tłum jedzący podwieczorek. Po chwili jej się to udało dzięki groźbie polegającej na głodzeniu ich przez trzy dni. To jakaś psychopatka... Mój umysł również miał o niej swoje zdanie.
- To jest nowa sierota, Isla Nomed. Mieszka w pokoju 46 i opiekować się nią będzie Jake Black.- wszystkie głowy zwróciły się w stronę dwóch chłopaków stojących pod ściana. Jeden z nich wpatrywał się prosto w moje oczy. Czułam jakby starał się zajrzeć mi do środka. Po chwili przerwał wpatrywanie się we mnie i wyszedł. Ponownie spuściłam głowę wpatrując się w swoje stare tenisówki.
- Chciałabym jeszcze poinformować, że jutro przyjeżdżają do nas goście. Wszyscy mają siedzieć w swoich pokojach, a jeśli kogoś złapie na spacerkach to zapłaci za swój wybryk. Wybiorę wieczorem trzy osoby, które będą brały udział w spotkaniu. A teraz wszyscy do swoich pokoi. Kolacji dziś już nie będzie. O dwudziestej drugiej nie chcę nikogo słyszeć, ani widzieć. Dobranoc. - po tych słowach wszyscy wstali i ruszyli ku wyjściu.
Zrobiłam to samo co oni i po chwili już szłam korytarzem do pokoju. Zastanawiałam kim był chłopak, który zabijał mnie wzrokiem. Po otwarciu drzwi, już chyba znałam odpowiedz. Na łóżku leżał chłopak, ten sam, który był w stołówce. Ręce miał wsadzone pod głowę, a w uszach słuchawki. Nie chciałam mu przeszkadzać. Podeszłam do mojej torby i wyjęłam z niej kosmetyczkę i jakieś luźniejsze ubrania do spania. Weszłam do łazienki zamykając za sobą drzwi na klucz. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Leciała letnia woda, ale mi to nie przeszkadzało. Kropelki wody odbijały się od mojej skóry, odprężając mnie przy tym. Gdy byłam czysta, osuszyłam swoje ciało, po czym ubrałam się. Włosy przeczesałam i związałam na czubku głowy, aby mi nie przeszkadzały. Brudne ubrania wrzuciłam do wiklinowego kosza i umyłam zęby. Otworzyłam drzwi i weszłam do pokoju. Tym razem chłopak nie było w pokoju. Usiadłam po turecku na łóżku i patrzyłam w okno. Padał deszcz, więc niewiele widziałam. Drzewa chwiały się, a tafle jeziora rozpraszały kropelki.
Drzwi się otworzyły się z hukiem. Spojrzałam w tamtą stronę. W progu stał mój współlokator z rozciętym łukiem brwiowym. Usiadł na drugiej stronie łóżka nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi. Powoli wstałam z łóżka i udałam się do łazienki. Wzięłam ręcznik i pomoczyłam go. Wróciłam z powrotem do pokoju i stanęłam przed nim. Spojrzał na mnie chłodnym wzrokiem.
- Mogę?- lekko uniosłam do góry ręcznik, aby zrozumiał, o co mi chodzi. Spojrzał na niego, ale zaraz z powrotem wpatrywał się we mnie. Westchnęłam cicho. Postanowiłam jednak podjąć próbę i delikatnie przyłożyłam ręcznik na jego twarzy. Cały czas nie przerywał obserwowania mnie, co mnie trochę krępowało. Ocierałam krew z jego policzka, a następnie dotknęłam tkaniną rany. Syknął cicho z bólu.
- Przepraszam.- wyszeptałam. Starałam się nie zadać mu znów bólu. Po chwili już krew nie spływała po jego twarzy. Odłożyłam ręcznik i wzięłam plaster do ręki. Zakleiłam ranę, po czym odniosłam ręcznik i obeszłam łóżko aby moc się wreszcie znaleźć pod kocem. Wtuliłam jeszcze twarz w poduszkę.
- Dziękuje.- usłyszałam cichy głos, po czym z utęsknieniem zasnęłam.

______________________________________________________________________________
Przepraszam, że dodaje dopiero dzisiaj. Następny niestety będzie gdzieś za tydzień. Brak czasu. Mam nadzieję, że ten rozdział spodobał się wam. Liczę na komentarze!

3 komentarze:

  1. Też chcę potrafić tak pisać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne! Z każdym przeczytanym zdaniem mam ochotę na więcej i więcej! Ekscytujące. ^_^

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj!
    Chciałabym cię zaprosić do nowej Księgi blogów z opowiadaniami.
    ksiega-blogow-opowiadan.blogspot.com
    Serdecznie zapraszam, życzę weny i wytrwałości w pisaniu!

    OdpowiedzUsuń