Droga do sierocińca nie była krótka, wręcz przeciwnie. Choć mnie
cieszył ten fakt. Czym dalej od mojego (już byłego) domu, tym
lepiej. Auto zatrzymało się przed dużym, starym i zniszczonym
budynkiem. Prowadziło do niego szeroka dróżka żwirowa. Do wnętrza
prowadziły ciężkie, drewniane drzwi. Spojrzałam przez ramię.
Mężczyzna właśnie wyciągał moją torbę z samochodu, a po
chwili już szedł w moją stronę. Chwycił klamkę i pchnął
drewnianą powłokę. Moim oczom ukazał się duży hol i recepcja.
Jest jeszcze niewielki, stary stoliczek i kilka foteli. Wszystko
wyglądało jakby miało się rozpaść w jednej chwili. Mój
„przewodnik” podszedł do recepcji, a ja podążyłam za nim.
Przed komputerem siedziała kobieta w podeszłym wieku.
-
Który pokój miał być przydzielony Islam Nomed?- kobieta spojrzała
na niego zza swoich okularów, a potem na mnie. Jej wzrok stał się
lodowaty, czułam jak wypala mi twarz. Jej oczy były szare, ale
nagle jakby czarny cień pojawił się w jej prawej tęczówce.
-
Nomed...- patrzyła na ekran komputera cicho mrucząc moje nazwisko.
- Jest... Pokój 46.
- A
czy przypadkiem on nie jest już zamieszkany? - mężczyzna stojący
obok mnie zmarszczył brwi. Zamieszkany? Przez kogo? Mam mieć
współlokatorkę? przez moją
głowę przewijały się pytania.
- Tak, ale przez ostatni miesiąc jest coraz więcej sierot. Brak
pokoi.- wykrzywiała swą twarz z obrzydzeniem jakby to była
najgorsza rzecz na świecie. Byłam pewna, że nikt za nią nie
przepada tak jak ja. Podała mi klucz. Mój towarzysz dźwignął
torbę i już mieliśmy iść do pokoju, ale jedno pytanie mnie
szczególnie męczyło.
- Z kim dzielę pokój?- mój głos był cichy i sama się
zdziwiłam, że należy do mnie.
Kobieta spojrzała na swój komputer.
- Jake Black.- to były jedyne słowa, które powiedziała. Nie
miałam czasu spytać się o nic więcej, bo niestety mężczyzna
postanowił iść dalej. Szliśmy ciemnym korytarzem otaczała nas
dziwna cisza. Było popołudnie, a z tego co mówiła ta kobieta to
sierociniec powinien być pełny, ale nikt nie chodził po korytarzu,
nikogo nie było słychać. Cisza świdrowała mi w uszach. Nagle
mężczyzna przede mną zatrzymał się, a ja o mało na niego nie
wpadłam.
- Jesteśmy na miejscu. -oznajmił. Cicho zapukał do drzwi, ale
nikt się nie odezwał, więc otworzył je.
W środku było obskurnie, ale nie tak bardzo jak to sobie
wyobrażałam. Ściany były beżowe, a w niektórych miejscach były
zacieki i brudne plamy. Na środku były dwa łóżka połączone ze
sobą, po ich bokach były szafki nocne z lampkami. Po prawej stronie
była duża, stara, drewniana szafa. Naprzeciwko było okno, a zaraz
obok stał mały regał z kilkoma książkami i jeden fotel. Podłogę
pokrywał czarny , już wypłowiały dywan. Z sufitu zwisała goła
żarówka. Były jeszcze jedne drzwi, które pewnie prowadziły do
łazienki. W niektórych miejscach były porozrzucane ubrania i inne
rzeczy, zapewne należące do mojego współlokatora.
Mężczyzna położył moją torbę obok szafy.
- Oto i twój pokój. Jestem pewien, że twój współlokator
wytłumaczy ci zasady tutaj panujące. Za pół godziny jest
podwieczorek i zebranie, na którym Pani Lessen przedstawi cię
wszystkim. Gdybyś miała jakiś problem lub pytanie to możesz pójść
po Pana Vincla albo Pani Gebs. Oni na pewno ci pomogą. To chyba
wszystko... Masz jakieś pytania?- przerwał swój monolog patrząc
na mnie.
- Ummm... Mógłby pan powiedzieć mi gdzie odbędzie się ten
podwieczorek i zebranie?- spytałam niepewnie.
- Na pierwszym piętrze, w stołówce. Musisz wrócić do recepcji,
następnie pójść schodami do góry. Gdy znajdziesz się już na
górze, zobaczysz podwójne drzwi. Są opisane, więc raczej je
znajdziesz.- przytaknęłam tylko głową, dając tym znak, że
zrozumiałam.
- Ja już pójdę. A i tam jest łazienka jakbyś chciała się
odświeżyć.- wskazał na drzwi po mojej prawej.
-Dobrze, dziękuję. - odpowiedziałam cicho. Skinął głową i
wyszedł.
Podeszłam do okna. Jedynym pocieszeniem był piękny widok z okna,
na niewielkie jezioro. Woda w nim miała dziwny, ale cudowny
niebieski kolor. Jezioro otaczał las, a drzewa odbijały się od
jego tafli. Niedaleko stała drewniana, stara budka. Wyglądała
jakby najmniejszy wiaterek miał ją zrównać z ziemią.
*
Stałam ze spuszczona głową na środku stołówki. Obok mnie stała
kobieta w średnim wieku. Była ona dyrektorką całego tego
sierocińca. Z charakteru była oziębła, nieprzyjacielska i...
straszna. Bałam się jej. Wydzierała się całym swoim gardłem,
starając się uspokoić tłum jedzący podwieczorek. Po chwili jej
się to udało dzięki groźbie polegającej na głodzeniu ich przez
trzy dni. To jakaś psychopatka... Mój umysł również miał
o niej swoje zdanie.
- To jest nowa sierota, Isla Nomed. Mieszka w pokoju 46 i opiekować
się nią będzie Jake Black.- wszystkie głowy zwróciły się w
stronę dwóch chłopaków stojących pod ściana. Jeden z nich
wpatrywał się prosto w moje oczy. Czułam jakby starał się
zajrzeć mi do środka. Po chwili przerwał wpatrywanie się we mnie
i wyszedł. Ponownie spuściłam głowę wpatrując się w swoje
stare tenisówki.
- Chciałabym jeszcze poinformować, że jutro przyjeżdżają do
nas goście. Wszyscy mają siedzieć w swoich pokojach, a jeśli
kogoś złapie na spacerkach to zapłaci za swój wybryk. Wybiorę
wieczorem trzy osoby, które będą brały udział w spotkaniu. A
teraz wszyscy do swoich pokoi. Kolacji dziś już nie będzie. O
dwudziestej drugiej nie chcę nikogo słyszeć, ani widzieć.
Dobranoc. - po tych słowach wszyscy wstali i ruszyli ku wyjściu.
Zrobiłam to samo co oni i po chwili już szłam korytarzem do
pokoju. Zastanawiałam kim był chłopak, który zabijał mnie
wzrokiem. Po otwarciu drzwi, już chyba znałam odpowiedz. Na łóżku
leżał chłopak, ten sam, który był w stołówce. Ręce miał
wsadzone pod głowę, a w uszach słuchawki. Nie chciałam mu
przeszkadzać. Podeszłam do mojej torby i wyjęłam z niej
kosmetyczkę i jakieś luźniejsze ubrania do spania. Weszłam do
łazienki zamykając za sobą drzwi na klucz. Rozebrałam się i
weszłam pod prysznic. Leciała letnia woda, ale mi to nie
przeszkadzało. Kropelki wody odbijały się od mojej skóry,
odprężając mnie przy tym. Gdy byłam czysta, osuszyłam swoje
ciało, po czym ubrałam się. Włosy przeczesałam i związałam na
czubku głowy, aby mi nie przeszkadzały. Brudne ubrania wrzuciłam
do wiklinowego kosza i umyłam zęby. Otworzyłam drzwi i weszłam do
pokoju. Tym razem chłopak nie było w pokoju. Usiadłam po turecku
na łóżku i patrzyłam w okno. Padał deszcz, więc niewiele
widziałam. Drzewa chwiały się, a tafle jeziora rozpraszały
kropelki.
Drzwi się otworzyły się z hukiem. Spojrzałam w tamtą stronę. W
progu stał mój współlokator z rozciętym łukiem brwiowym. Usiadł
na drugiej stronie łóżka nie zwracając na mnie najmniejszej
uwagi. Powoli wstałam z łóżka i udałam się do łazienki.
Wzięłam ręcznik i pomoczyłam go. Wróciłam z powrotem do pokoju
i stanęłam przed nim. Spojrzał na mnie chłodnym wzrokiem.
- Mogę?- lekko uniosłam do góry ręcznik, aby zrozumiał, o co mi
chodzi. Spojrzał na niego, ale zaraz z powrotem wpatrywał się we
mnie. Westchnęłam cicho. Postanowiłam jednak podjąć próbę i
delikatnie przyłożyłam ręcznik na jego twarzy. Cały czas nie
przerywał obserwowania mnie, co mnie trochę krępowało. Ocierałam
krew z jego policzka, a następnie dotknęłam tkaniną rany. Syknął
cicho z bólu.
- Przepraszam.- wyszeptałam. Starałam się nie zadać mu znów
bólu. Po chwili już krew nie spływała po jego twarzy. Odłożyłam
ręcznik i wzięłam plaster do ręki. Zakleiłam ranę, po czym
odniosłam ręcznik i obeszłam łóżko aby moc się wreszcie
znaleźć pod kocem. Wtuliłam jeszcze twarz w poduszkę.
- Dziękuje.- usłyszałam cichy głos, po czym z utęsknieniem
zasnęłam.
______________________________________________________________________________
Przepraszam, że dodaje dopiero dzisiaj. Następny niestety będzie gdzieś za tydzień. Brak czasu. Mam nadzieję, że ten rozdział spodobał się wam. Liczę na komentarze!
Też chcę potrafić tak pisać.
OdpowiedzUsuńCudowne! Z każdym przeczytanym zdaniem mam ochotę na więcej i więcej! Ekscytujące. ^_^
OdpowiedzUsuńWitaj!
OdpowiedzUsuńChciałabym cię zaprosić do nowej Księgi blogów z opowiadaniami.
ksiega-blogow-opowiadan.blogspot.com
Serdecznie zapraszam, życzę weny i wytrwałości w pisaniu!